Chili con carne czyli klasyka w mistrzowskim wydaniu:)

Nigdy nie jadłam chili con carne, jednak przepis na to danie w moich zakładkach był chyba od zawsze. Nadszedł czas, żeby go zrealizować i przyznam, że ledwo z Mężem się powstrzymaliśmy żeby nie zjeść wszystkiego (a wyszło naprawdę dużo). Na szczęście udało się część zostawić na dzisiaj na obiad, dzięki czemu nie muszę gotować:) Pytanie tylko, czy wytrzymam do obiadu....;)
W każdym razie danie jest idealne. Składniki mistrzowsko się ze sobą komponują i uzupełniają, czuć trochę słodkiego posmaku papryki i fasoli, a ostre chili piecze w gardło, ale nie wypala dziury w żołądku!
Wybaczcie za jakość zdjęcia, ale dobraliśmy się do jedzenia jak było gorące i musiałam szybko robić foty zanim mogłoby wszystko zniknąć:)

Potrzebujemy:
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • 1 cebula
  • 1 puszka czerwonej fasoli w zalewie
  • 2 pomidory
  • 2 papryki czerwone (małe, lub jedna duża)
  • natka pietruszki
  • 1 papryczka chili
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka przyprawy - słodkiej papryki
 Cebulę drobno kroimy i przysmażamy wraz z wyciśniętymi ząbkami czosnku. Gdy całość się zarumieni, dodajemy mięso mielone i przysmażamy przez kilka minut. Doprawiamy słodką papryką, solą i pieprzem. Pietruszkę drobno siekamy, paprykę kroimy w paseczki, papryczkę chili w drobne paseczki (oczyszczamy ją z ziarenek),a pomidory w kostkę. Wszystko wrzucamy do naszego mięsa, dodajemy odsączoną fasolę i dusimy przez 20 minut. Jeżeli jest zbyt gęste, możemy dodać wody.
Podajemy z ryżem, tortillą lub zwyczajnie z bagietką:) Smacznego!



4 komentarze:

  1. Ja też mam przepis na chili con carne w zakładkach i ciągle o nim myślę :) Twoje zdjęcia jeszcze bardziej mnie przekonują, że muszę zrobić je jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcie wyszło zupełnie fajnie... :)
    Co się martwisz? Mi często nie uda się zrobić nawet takiego zdjęcia na gorąco bo jak się odwrócę to już obiektu nie ma ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja identycznym nadzieniem nadziewam naleśniki i nazywam je meksykańskimi:)

    OdpowiedzUsuń

 

Blogger news