Piernik staropolski dojrzewający

O pierniku staropolskim słyszałam bardzo dużo, ale niestety nigdy nie miałam okazji go próbować. Przyznam, że ostatnio prawie codziennie słyszę od pacjentek pytania, czy już przygotowałam ciasto na piernik żeby leżakowało. Pani Ula, z którą pracuję przyniosła mi nawet przepis na ten cudowny piernik. Przepis tak prosty, że aż głupio piernika nie zrobić! Zwłaszcza, że podobno jest pyszny, najlepszy.
Jest to już ostatni dzwonek żeby przygotować ciasto (podobno 6 grudnia to magiczna granica, więc macie dosłownie kilka dni). Ja swój przepis mam od Pani Uli, ale identyczny znajdziecie na Moich Wypiekach, na blogu Mariki i wielu innych blogach.


Potrzebujemy:

  • 1/2 kg miodu
  • 2 niepełne szklanki cukru
  • 250 g masła
  • 1 kg mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki sody
  • 1/2 szklanki zimnego mleka
  • 80-120 g przyprawy do piernika
  • szczyptę soli
Miód, cukier i masło podgrzać i rozpuścić. Do szklanki wlać mleko i rozpuścić w nim sodę. Gdy miód z masłem i cukrem ostygnie - mieszamy wszystkie składniki. Ja dostałam przepis dość skrócony, doczytałam, że całość miksujemy lub bardzo dokładnie mieszamy ręcznie, składniki dodajemy pojedynczo żeby się dobrze wymieszały. Ja mieszałam ręcznie, wszystkie naraz i wszystko i tak się ładnie wymieszało :-)
Ciasto trzymamy 5-6 tygodni w chłodnym miejscu (najlepiej w lodówce, w garnku - jakimkolwiek).
Pieczemy 5 dni przed świętami (ale ostatecznie można też 2-3 dni przed). Przed samym pieczeniem piernik dzielimy na trzy placki, każdy rozwałkowujemy na 0,5 cm. Piernik podobno mocno wyrasta. Pieczemy w dużej blaszce w tamperaturze 170 stopni przez 15 - 20 minut. Odstawiamy do wystudzenia. Każdy placek przekładamy powidłami (najlepiej podgrzanymi).

Spodziewajcie się przed świętami postu ze zdjęciem mojego piernika:-) Czekam na Wasze!


Aktualizacja 22.12.2013
To chyba już ostatni dzwonek żeby upiec piernik staropolski! Mój już jest prawie gotowy - jeszcze tylko polewa czekoladowa, kilka dni leżakowania, wyrówna się i będzie idealny (ale już go spróbowałam - pycha!). Oczywiście nie obyło się bez atrakcji jak poparzenie się o piekarnik, zaklinowana blacha itp...:P



3 komentarze:

  1. jak mówisz moja droga, że to już ostatni dzwonek to dzisiaj wieczorem się za niego wezmę :-)

    OdpowiedzUsuń

 

Blogger news