Świadome zakupy

Od jakiegoś czasu rozważam zakup nowego laptopa. Ten, który posiadam ma już swoje lata i widzę, że zaczyna coraz bardziej zwalniać. Do zakupów przygotowałam się bardzo sumiennie. Czytałam opinie, pytałam o porady i porównywałam różne opcje oraz firmy.
Co z tego, skoro poszłam do sklepu i zostałam totalnie ogłupiona? Jak się przed tym bronić?

Na początku w sklepie podszedł do nas miły pan, ale jak usłyszał, że o laptopach coś tam wiem i, że dokładnie wiem czego chcę - szybko się zestresował. Wcale mu się nie dziwię, na jego miejscu też pewnie odczuwałabym niepokój przed niepożądanymi pytaniami. Wybraliśmy dwa modele, które akurat były w sklepie, cena każdego z nich to 2500 zł.

Wszystko fajnie.

Powiedzieliśmy, że chcemy kupić na raty, pan skierował nas do miłej pani, która miała wszystko wyliczyć.
Podaliśmy dane, czekamy na reakcję banków.
I oto jest! Powinniśmy się cieszyć, wręcz skakać z radości, że jakiś bank wyraził zgodę.
Dodatkowo, z czego też powinniśmy być super zadowoleni, dorzucają nam ubezpieczenie na 3 lata od nagłych wypadków z naszej winy.
Ale, ale...myślę sobie..po co mi takie ubezpieczenie?
 Pani miłym głosem wylicza nam zalety ubezpieczenia. Przechodzi do straszenia - "musicie Państwo je wziąć, co drugi klient wraca do nas z popsutym sprzętem". Pojawia się niepokój, ojej, a może faktycznie potrzebujemy tego ubezpieczenia? Nigdy w życiu nie uszkodziliśmy laptopa, ale co drugi klient wraca!

Powinniśmy im dziękować na kolanach, że w ogóle chcą nam ubezpieczyć tego laptopa.
Tak się czułam w trakcie siedzenia tam.

 Pani starannie dobierała słowa żebyśmy myśleli, że zawdzięczamy im Bóg wie co i, że to dla nas jedyna i niepowtarzalna okazja.

Jak się przed tym bronić? 
No właśnie. Dwie najważniejsze sprawy.

Pierwsza. Nic na hurra. Jak nie kupimy go w tej chwili, to jutro ta oferta też będzie. Nie dajmy się naciągnąć. To nic, że straszą, że to jedyna okazja, ostatni moment, za minutę wygaśnie ta opcja z systemu i po ptokach.. wrzućmy na luz. Nie muszę mieć nowego laptopa dzisiaj.

Druga sprawa. Zadawajmy pytania. Pytania sprawiają, że zaczyna im drżeć głos, tracą grunt pod nogami i nagle dowiadujemy się co ta oferta w sobie kryje.

My zadaliśmy dużo pytań (głównie ja, bo mój M. był ciągle oszołomiony tą wspaniałą okazją).
I tak do ubezpieczenia mieliśmy dopłacić 600 zł. Chcemy kupić laptopa za 2500 zł, taki był nasz limit cenowy, a tu nagle musimy zapłacić 3100 zł, mimo, że wcale nie chcemy ubezpieczenia.

Pani postraszyła nas jeszcze uszkodzeniami laptopa i tym, jak źle postępujemy nie chcąc dopłacać do ubezpieczenia. Wykreśliła je i znalazła genialne raty. 36 rat po 156 zł. I znowu, ludzie cieszcie się, bo bank łaskawie da Wam kredyt! W pamięci przeliczyłam, że to daje ostatecznie ponad 5000 zł. Dokładnie 5616 zł za laptopa, który kosztuje 2500 zł.

Od razu odmówiliśmy, ale zaraz..., nagle, dosłownie w tym momencie pojawiła się druga oferta z banku! (co za niespodzianka!). 

I znowu nasza wdzięczność powinna być ogromna. Raty 0%. Prawdziwe zero procent. 

Uff, myślę sobie, jednak można. 

Ale..."ale musicie Państwo wykupić ubezpieczenie". WTF? Przecież go nie chcemy. No ale dobra, niech pani liczy.
50 rat po 85 zł. W cenie jest ubezpieczenie. Kalkulator w głowie uruchomiony i co?? 4250 zł? Gdzie jest to 0% ?? 
Otóż pani twierdzi, że jest, bo to tylko ubezpieczenie takie drogie. 1750 zł ubezpieczenia w cenie (tyle co za samochód). I kredyt na ponad cztery lata bo krócej się nie da.

Pani zawzięcie nam wmawia, że klienci chętnie biorą tę ofertę, jest tu najpopularniejsza. Oraz, że 85 zł miesięcznie, to prawie za darmo. Co my chcemy. Jacyś niezdecydowani przyszliśmy.

Dziękuję, kupię za gotówkę.



2 komentarze:

  1. Masakra !!! chyba jednak wolałabym starego, powolnego laptopa, zdecydowanie jedno wielkie naciągactwo .pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

 

Blogger news