Co nam dała Szlachetna Paczka?

O Szlachetnej Paczce usłyszałam rok temu, ale dopiero w tym roku wzięłam udział w tej niesamowitej akcji.
Wiem, że opinie na temat pomagania są różne. Niektórzy chcą pomagać bezwarunkowo, inni podchodzą do tego bardziej sceptycznie. 
My Szlachetnej Paczce oddaliśmy się totalnie.
Pomaganie uzależnia. Zgodzi się ze mną każdy, kto chociaż raz komuś pomógł i ma w sobie przynajmniej odrobinę empatii.

Na początku wybraliśmy Rodzinę. 
Mama, dwóch synów. Ojciec zginął w wypadku. Dlaczego ta Rodzina wydała nam się od razu bliska? Dlaczego w jednej sekundzie obydwoje wiedzieliśmy, że to TA rodzina i do tego mieliśmy łzy w oczach czytając ich historię?

Nie wiem. Może dlatego, że sama straciłam Tatę i postawa tej rodziny wydaje mi się niesamowicie bohaterska.
Mama chłopców niedługo po porodzie poszła do pracy. Nie marudziła, nie wydziwiała..spięła się i jakoś dała radę.

Ta Rodzina jest zdecydowanie Rodziną Waleczną.
Dlatego postanowiliśmy dać im tyle ile możemy. Wymagań nie mieli wielkich. Nawet upominki wybrali bardzo proste ( puzzle z kotkiem, książka i gra - tyle marzeń trzyosobowej rodziny).

Mierzyliśmy siły na zamiary. Wiedzieliśmy, że będziemy w stanie zaspokoić ich potrzeby, spełnić prośby, chociaż trochę na zasadzie "na styk". Nawet myśleliśmy, że w razie czego później opłacimy rachunki, żeby tylko w ciągu tych trzech tygodni zebrać wszystko co chcemy dla TEJ rodziny.

Nie musieliśmy. Już pierwszego dnia przyłączyło się do nas kilka osób. Wszyscy tak chętni do pomocy, że jest to aż niesamowicie wzruszające i cudowne. Może właśnie dlatego pomaganie uzależnia? Łączy ludzi, tworzy nowe relacje i więzi.

Produktów przybywało, a my nie musieliśmy się stresować, że czegoś nam zabraknie do paczki. Co więcej - zaczęliśmy przekraczać nasze najśmielsze oczekiwania.


Przyłączyła się do nas firma Skworcu, przyłączyło się mnóstwo osób, które same się dopytywały co przynieść, a może czegoś jeszcze brakuje itd.

To cudowne przeżycie. Polacy potrafią się wspierać w trudnych chwilach.

Gdy opowiadałam o tym naszej Wolontariuszce (swoją drogą też wspaniałej osobie), powiedziała, że mamy niesamowitych Przyjaciół.
Zgadzam się z tym. Mamy wspaniałych PRZYJACIÓŁ i RODZINĘ i Wam za to dziękujemy. (Zbierajcie siły, bo za rok też nie będziemy próżnować;)

Jednak najlepsze dopiero nadeszło. Oddanie paczki. Zawieźliśmy ją do magazynu. Nie pytaliśmy, czy możemy zawieźć bezpośrednio do rodziny, wstydziliśmy się. 
Zostaliśmy w magazynie wspaniale przyjęci. Wszyscy byli bardzo pozytywni. Widzieliśmy tych ludzi pierwszy raz w życiu, a oni się zachowywali jak dobrzy znajomi. Ugościli nas, pomogli z paczkami.

Wróciliśmy do domu i kilka godzin później dostałam telefon od Wolontariuszki. Powiedziała, że gdyby obdarowana przez nią rodzina chociaż w połowie tak się cieszyła z paczek, byłaby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Płakała i ja też się popłakałam. To wspaniałe uczucie. Nie do opisania. Nigdy tego nie zapomnę. 

Chcę więcej. Tak, to uzależnienie.

To nie jest pierwszy raz, kiedy komuś pomagam...ale emocje jakie towarzyszą Szlachetnej Paczce są po prostu niesamowite.

Co nam dała Szlachetna Paczka? Dała nam kopa do działania, mnóstwo wzruszeń i pozytywnych emocji. Uwierzyliśmy w siebie, w wielką moc jaką posiadamy jako społeczeństwo..wszyscy razem. 

Wiem, że wkroczyliśmy w życie jednej rodziny jak torpeda i tak samo szybko z niego wyszliśmy. Mam nadzieję, że ta torpeda im też pozwoli uwierzyć w siebie i dostarczyła tak samo dużo pozytywnych emocji i naszego serca, które włożyliśmy w tą paczkę.

Dziękujemy!


4 komentarze:

  1. Ja się przyłączyłam do Szlachetnej Paczki Samorządu / Elsa na moim wydziale :). Co roku się przyłączam - może nie jakoś bardzo bardzo, ale zawsze coś ładnego doniosę :). Fajna inicjatywa :). Z tym elementem wybierania rodzin bardzo dobrze zrobili, bo to sprawia, że ludzie ich jako ludzi widzą i się bardziej starają, jeśli to co mówię ma jakiś sens...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w tym roku nie dałam rady się przyłączyć :(

    OdpowiedzUsuń

 

Blogger news