Florentynki (przepis z filmem)

Te ciastka w mojej rodzinie mają dość zawiłą historię. W skrócie, zaczęło się od tego, że moja Mama spróbowała ich całkiem przez przypadek i zwyczajnie się w nich zakochała. Dwa dni później zdobyła przepis i postanowiła sama je zrobić. Ponieważ byłam chora, nie miałam okazji ich wtedy spróbować. Teraz moja Mama szykowała się na wycieczkę i poprosiła żebym jej upiekła te ciastka. Dała mi przepis (który pochodzi z tej strony), a ja od razu wskoczyłam w fartuszek i zabrałam się do roboty.

Moje florentynki są w trzech wersjach - z mleczną, białą i gorzką czekoladą. Gdy czekolada lekko zastygła, zaczęliśmy z M. degustację. Wiecie co? To najlepsze ciastka jakie jadłam! Wszystkie wersje są fantastyczne. Jedliśmy i było słychać tylko "ooo" "mmm" "a te jakie pyszne". Niewiele brakowało żebyśmy zjedli je wszystkie :)
Potrzebujemy:

  • 120 g masła
  • 120 g cukru
  • 50 g kandyzowanej skórki z pomarańczy
  • 50 g mąki pszennej
  • 200 g płatków migdałów
  • 100 g suszonej żurawiny
  • 50 g kandyzowanej wiśni (lekko posiekanej)
  • 50 ml śmietany kremówki 30 %
Masło rozpuszczamy w rondelku, dodajemy cukier, chwilę podgrzewamy cały czas mieszając. Cukier cały się nie rozpuści. Zdejmujemy z ognia, wlewamy śmietanę kremówkę, mieszamy. Odstawiamy do przestudzenia. 

W misce łączymy ze sobą pozostałe składniki - wiśnie, mąkę, migdały, żurawinę i skórkę z pomarańczy. Wlewamy przestudzony płyn z rondelka (masło z cukrem i śmietaną). Mieszamy do połączenia składników.

Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, za pomocą łyżki układamy ciasteczka. Pieczemy w 160 C przez 12-15 minut. Zaraz po upieczeniu będą miękkie, możemy za pomocą noża nadać im bardziej okrągły kształt. Zostawiamy do przestudzenia (wówczas stwardnieją).
Ostudzone ciasteczka smarujemy od spodu rozpuszczoną czekoladą (gorzką, mleczną lub białą). Zostawiamy do zastygnięcia. 
Smacznego! 









1 komentarze:

 

Blogger news